Właśnie takim tytułem okraszono listopadowy artykuł w brytyjskim Guardianie. Urzędujący premier FR przyznaje w nim, że jego kraj jest scentralizowany i cierpi na deficyt demokracji. Zaznacza jednak, że to i tak milowy krok w historii Rosji, uczyniony w bardzo krótkim czasie (w przeciwieństwie do 400 lat doświadczeń demokratycznych Wielkiej Brytanii).
Jak powiązać tekst w Guardianie z taktyką Putina?
Tajemnicą poliszynela są nieoficjalne sondaże wykonywane dla putinowskiej Jednej Rosji, wedle których partia ta nie uzyska większości konstytucyjnej. Mówi się o wygranej oscylującej w granicach 40 kilku procent. W związku z tym konieczne będzie zawiązanie koalicji w Dumie, choć w realiach rosyjskich nie będzie to struktura pokroju tych, które funkcjonują na zachodzie.
I właśnie we wspomnianych sondażach i przymiarkach koalicyjnych musimy dostrzec korelację z artykułem Putina w Guardianie…
Wszystko wskazuje na to, że drugie miejsce w wyborach do Dumy uzyskają komuniści. Swoista spowiedź Putina z części jego grzechów na łamach zachodniej prasy wskazuje, na to że będzie on chciał powielić taktykę Borysa Jelcyna z lat 90tych. Mam tu na myśli cyniczną grę, w której wskazując na niedostatki własnych rządów, rosyjski premier (a w marcu prezydent) będzie straszył Europę i USA widmem komunizmu, a szerzej powrotem komunistów na kreml.
Taki ruch pozwoli przecież zniwelować złe wrażenie, które pod wpływem nieprzejrzystości grudniowych i marcowych wyborów z pewnością zdominuje punkt widzenia krajów zachodu.
Piotr A. Maciążek







