Archiwa kategorii: Ukraina

Po ujawnionych nagraniach Rosja uruchamia kampanię dezinformacyjną

Kreml stara się zepchnąć odpowiedzialność za katastrofę malezyjskiego samolotu na władze w Kijowie

-Amerykanie potwierdzają, że malezyjski Boeing został zestrzelony przez system rakietowy BUK z terytorium kontrolowanego przez siły prorosyjskie. Ze źródeł ukraińskich, ale także rosyjskich (ITAR-TASS) wiadomo, że tzw. separatyści posiadają je na wyposażeniu swoich oddziałów.

- SBU upubliczniła nagranie rozmowy oficerów GRU (przypuszczam, że dostali materiał od Amerykanów), z ich rozmowy wynika, że strącili Boeinga myśląc, że to ukraiński samolot wojskowy. Teorię tą potwierdza także wpis lidera tzw. separatystów tj. Striełkowa, który na 30 minut przed informacjami światowych agencji informacyjnych o losie Boeinga informował o strąceniu ukraińskiego An – 27. Notabene rosyjski system identyfikacji „swój – obcy” Parol wykorzystywany w rosyjskich zestawach rakietowych klasyfikuje wszystkie samoloty nie należące do rosyjskich sił zbrojnych jako wrogie.

-Rosja stara się minimalizować straty wizerunkowe. Tzw. separatyści informują w związku z tym, że zestrzelenia dokonali Ukraińcy. Potwierdzają oni posiadanie BUKów, ale twierdzą, że są niesprawne (przeczą temu wcześniejsze wypowiedzi ich liderów). Russia Today i inne środki przekazu kontrolowane przez Kreml rozpoczęły kampanię propagandową. Twierdzą m.in. że był to ukraiński atak na samolot Putina, że malezyjski Boeing zmienił tor powietrzny nad terytorium Polski… a nawet, że katastrofa to wina Ukrainy, bo wydarzyła się na jej terytorium.

-Rosja stara się wykorzystać tragedię Boeinga do swoich celów tj. utwierdzenia status quo na wschodzie Ukrainy i wstrzymanie ukraińskiej operacji antyterrorystycznej. Świadczą o tym wczorajsze słowa Putina, który stwierdził, że do tragedii nie doszłoby gdyby Ukraina nie wznowiła działań wojskowych. Natomiast tzw. separatyści już godzinę po zestrzeleniu malezyjskiego Boeinga wezwali do zawieszenia broni. Taki sam apel wystosowała również Angela Merkel… Prezydent Ukrainy chce w związku z katastrofą międzynarodowego śledztwa, Rosja zrobi wszystko by trwało jak najdłużej i by pomogło ustabilizować rosyjską władzę nad Donbasem dzięki zawieszeniu broni.

-Teoretycznie naturalną instytucją, która powinna prowadzić śledztwo jest MAK. Trudno sobie to jednak wyobrazić w kontekście politycznym. Wydaje się, że Ukraina wykorzysta do tego celu własny komitet lotniczy ds. badania wypadków lotniczych powołany w 2012 r.

Zestrzelenie malezyjskiego Boeinga- sposób na zatrzymanie ukraińskiej ofensywy w Donbasie?

Międzynarodowe śledztwo, które zapowiadają Ukraińcy w związku z zestrzeleniem malezyjskiego Boeinga 777 w regionie donieckim może doprowadzić do długotrwałego wstrzymania ofensywy sił rządowych i umocnienia się tzw. „separatystów” na zajętym przez nich obszarze. Czy właśnie z tego powodu doszło do tragedii?

Mniej więcej pół godziny przed tym jak agencje informacyjne poinformowały o strąceniu nad regionem donieckim malezyjskiego Boeing 777 z 295 osobami na pokładzie, lider tzw. prorosyjskich „separatystów” Igor Striełkow pochwalił się zestrzeleniem ukraińskiego samolotu An-26. Siły powietrzne Ukrainy nie poinformowały jednak o stracie takiej maszyny…

Doradca szefa MSW Ukrainy Anton Heraszczenko poinformował, że malezyjski samolot został zestrzelony z zestawu rakietowego Buk. Znajdują się one na wyposażeniu separatystów. Potwierdzają to nie tylko źródła ukraińskie, ale także rosyjska agencja Itar-Tass.

W świetle powyższych informacji wydaje się, że sprawcami tragedii są tzw. prorosyjscy „separatyści”. Bez względu na to, czy był to przypadek, czy zaplanowana akcja, wydarzenie to zostanie wykorzystane przez Rosję. Jaki cel będzie chciał osiągnąć Kreml?

Najprawdopodobniej będzie chciał chciał doprowadzić do wstrzymania ofensywy wojsk ukraińskich, które odniosły w ostatnich dniach duże sukcesy (Słowiańsk, Kramatorsk etc.) i zamrożenie konfliktu w Donbasie. Jeszcze kilka dni temu Moskwa próbowała uzyskać taki efekt dzięki porozumieniu z Berlinem. Jednak działania te przyniosły umiarkowany efekt. Początkowo Angela Merkel wezwała prezydenta Petro Poroszenkę do rozpoczęcia rozmów z tzw. „separatystami” jednak po telefonicznych konsultacjach z Barackiem Obamą zaczęła łagodzić swój przekaz.

Sprawa zestrzelenia samolotu cywilnego z dużą dozą prawdopodobieństwa zostanie przez Rosjan wykorzystane do osiągnięcia celu, który próbowali uzyskać za pośrednictwem Niemiec.Międzynarodowe śledztwo, które zapowiadają Ukraińcy wymusi wstrzymanie ofensywy sił rządowych (zabezpieczenie dowodów etc.) i na długi czas zamrozi konflikt. Zimą Moskwa uzyska natomiast zupełnie nowe środki nacisku na Kijów i dzięki działaniom Gazpromu z pewnością poprawi swoje możliwości dyplomatyczne.

Decyzja UE bez wpływu na sankcje dla Rosji

15 lipca doszło do rozmowy wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych z prezydentem Ukrainy na temat coraz większego wsparcia Rosji dla tzw. separatystów działających w Donbasie. John Biden poinformował Petro Poroszenkę, że Waszyngton pracuje nad nowym pakietem sankcji wymierzonych w Kreml. Czy będą one miały charakter sektorowy?

Do tej pory Biały Dom informował, że wdrożenie tak szerokiego zakresu restrykcji dotykających m.in. rosyjską energetykę jest uzależnione od stanowiska UE a w szczególności Niemiec. Prezydent Barack Obama oficjalnie dawał do zrozumienia, że nie zamierza jednostronnie osłabiać pozycji amerykańskich firm prowadzących na terenie Rosji liczne interesy (np. ExxonMobil) względem ich europejskich konkurentów.

W międzyczasie rozmowy z europejskimi sojusznikami skomplikował wybuch afery szpiegowskiej w Niemczech, która bardzo zaszkodziła relacjom Waszyngtonu i Berlina. Mimo to ostatecznie doszło do rozmowy telefonicznej pomiędzy Obamą i Merkel a strony zobowiązały się do „koordynowania sankcji nakładanych na Rosję”. Czy wspomniana deklaracja znajdzie poparcie w faktach?

Republika Federalna wyraźnie naciska na prezydenta Ukrainy, by rozpoczął on jakąkolwiek formę dialogu z okupującymi Donbas siłami. Cel takiego działania jest jasny- chodzi o odsunięcie w czasie (najlepiej w nieskończoność) kolejnych restrykcji ekonomicznych pod adresem Kremla. Według Itar-Tass niechętne dalszemu zaostrzaniu relacji gospodarczych UE z Rosją są nie tylko Niemcy, ale również Włochy, Francja, Luksemburg, Austria, Bułgaria, Grecja, Cypr i Słowenia. Państwa te mają według agencji blokować wszelkie ruchy zmierzające do wprowadzania kolejnych sankcji pod adresem Kremla podczas szczytu Wspólnoty 16 lipca. Jaki ruch wykonają w tym kontekście Amerykanie?

Według Bloomberga Stany Zjednoczone są gotowe rozszerzyć katalog restrykcji wobec Rosji jednostronnie, nawet jeśli europejscy sojusznicy ich nie wesprą. Mają one być szczególnie bolesne dla rosyjskiego sektora zbrojeniowego i finansowego. Gazeta nie wymienia jednak w tym kontekście branży energetycznej tymczasem to właśnie w jej obrębie ulokowana jest większość interesów amerykańskich firm, które krzyżują się z Rosją… Wygląda więc na to, że Waszyngton świadomy postępów rosyjskich na wschodzie Ukrainy oraz tego, że kolejna szansa na koordynację sankcji z UE pojawi się jesienią, postanowił działać. Nie są to jednak działania pełnowymiarowe, które uderzyłyby w newralgiczny obszar interesów rosyjskiej wierchuszki.

Europejski „pokój” kosztem Ukrainy

Rozwój wydarzeń międzynarodowych jest dla Ukrainy coraz bardziej niekorzystny. Zarysowuje się bowiem porozumienie rosyjsko- niemieckie zmierzające do narzucenia Kijowowi zawieszenia broni. Dokonuje się ono z pominięciem Polski (nie mówiąc już o mniejszych podmiotach z Europy Środkowej) i przy coraz większej bierności Stanów Zjednoczonych skupiających się na wydarzeniach w Iraku i Palestynie. Jego bezpośrednim skutkiem będzie trwała destabilizacja Donbasu.

Jeżeli ukraiński prezydent Petro Poroszenko ugnie się pod stanowczymi komunikatami Berlina wzywającymi do „intensyfikacji wysiłków pokojowych” konflikt na wschodzie Ukrainy może zostać wedle sprawdzonego sowieckiego wzorca zamrożony na wiele lat tak jak ma to miejsce np. w Naddniestrzu. Mówimy oczywiście o wariancie, w którym Putin respektowałby kolejny „przełomowy plan pokojowy” Steinmaiera. Kreml może bowiem wykorzystać zmniejszenie presji ze strony sił ukraińskich do wyprowadzenia kontrofensywy nie zadowalając się status quo.

Zachęty Berlina pod adresem Poroszenki wynikają prawdopodobnie z chłodnej kalkulacji jaką przeprowadzono w otoczeniu Kanclerz Merkel. Jeśli ukraiński prezydent będzie kontynuował operację antyterrorystyczną Putin może podjąć nieprzewidywalną decyzję i wykorzystać wojsko gromadzące się na granicy z Ukrainą do wywołania pełnowymiarowego konfliktu (niepokojące w tym kontekście są oznaczenia „sił pokojowych” niektórych ze zgromadzonych rosyjskich pojazdów). Jeżeli jednak dojdzie do kolejnego zawieszenia broni, to zamiast wojny będziemy mieli do czynienia raczej z przekształceniem Donbasu w zwasalizowane przez Rosję parapaństwo pokroju Naddniestrza. Berlin jest racjonalnym graczem, trudno wyobrazić sobie by zgodził się na kolejną aneksję ze strony Kremla, na powyższy scenariusz mógł jednak przystać.

Chłodne kalkulacje Niemiec to pochodna wielu czynników- głównie uwikłań biznesowych zmuszających najwyższe władze do kooperacji gospodarczej z Rosją, ale także traumy po II Wojnie Światowej. To zjawisko nieco podobne do brytyjskiego Appeasementu. Berlin jest przekonany, że ratuje… pokój w Europie w zamian za relatywnie niewielkie ustępstwa pod adresem Moskwy. Efekt takiej polityki nie przyniesie jednak dobrych owoców i jedynie wzmocni Rosję w jej rewizjonistycznym marszu ku budowie nowego globalnego systemu bezpieczeństwa.

W TVP INFO O UNII ENERGETYCZNEJ I ROSYJSKO- UKRAIŃSKIM KONFLIKCIE GAZOWYM

Piotr Maciążek był gościem programu „Studio Wschód” w TVP Info. Ekspert przeanalizował aktualny stan negocjacji związanych z wdrożeniem postulowanej przez Polskę Unii Energetycznej oraz odniósł się do rosyjsko- ukraińskiego konfliktu gazowego.

Program można obejrzeć w tym miejscu.

Streszczenie programu dostępne również na portalu wPolityce.pl

Премьер-министр РФ В.Путин прибыл во Владивосток

Negocjacje w cieniu nowej wojny gazowej

Ukraiński konflikt gazowy co prawda zszedł w ostatnim czasie z czołówek prasy i wydań serwisów informacyjnych, ale jego intensywność utrzymuje się na alarmującym poziomie. Tylko w dzisiejszym dniu w Moskwie ma dojść do spotkania rosyjskiego premiera Dmitrija Miedwiediewa z ministrem energetyki Aleksandrem Nowakiem i szefem Gazpromu Aleksiejem Millerem w sprawie dostaw gazu na Ukrainę. W tym samym czasie i na ten sam temat w Brukseli debatują eksperci z UE, Rosji i Ukrainy w randze dyrektorów departamentów ministerstw energetyki. Spotkanie na poziomie ministerialnym jest natomiast teoretycznie możliwe już 16 maja w Atenach przy okazji nieformalnego szczytu ministrów energetyki państw UE.  

W ostatnich dniach wyklarowało się ponadto stanowisko Rosjan i Ukraińców w kontekście gazowego konfliktu z jakim mamy do czynienia nad Dnieprem.

Według Interfax Ukraina: Kijów jest gotowy uregulować natychmiastowo 2,16 mld $ swojego długu gazowego (szacowanego aktualnie przez stronę rosyjską na 3,5 mld $) jeśli Gazprom zgodzi się na cenę 268,5 $ za tys. m3 surowca. Ukraiński minister energii Jurij Prodan poinformował natomiast, że uregulowanie długów gazowych nie jest możliwe w przypadku utrzymania ceny 480$ za tys. m3 przez Gazprom. Prawdopodobnie docelowo Kijów stara się w wyniku negocjacji prowadzonych z Rosjanami przy współudziale UE uzyskać cenę za surowiec rosyjski oscylującą wokół 350 $ za tys. m3. Czy osiągnięcie takiego poziomu cenowego jest prawdopodobne? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, ale zdaniem MFW w latach 2015-17 rosyjski gaz sprzedawany Ukrainie powinien kosztować właśnie około 320-350 $.

Jeżeli chodzi o stronę rosyjską to ustami wiceministra energetyki Anatolija Janowskiego poinformowała ona, że negocjacje cenowe ze stroną ukraińską są możliwe, ale po uprzedniej spłacie długów jakie zaciągnęła w Gazpromie. Wcześniej minister energetyki FR, Aleksandr Nowak oświadczył, że w przypadku nieuregulowania należności za kwietniowe dostawy błękitnego paliwa na Ukrainę, Gazprom zostanie zmuszony w czerwcu przejść na system przedpłat.

Jak więc widać stanowisko stron jest rozbieżne i może oznaczać dalszą eskalację konfliktu gazowego. Świadczą o tym również słowa ambasadora Rosji przy UE, Władimira Czyżowa twierdzącego, że nie można wykluczyć zawieszenia dostaw rosyjskiego błękitnego paliwa na Ukrainę jeśli nie zostanie uregulowana kwestia zadłużenia. W takim wypadku czekałaby nas zapewne krótka wojna gazowa. Krótka ponieważ w dłuższej perspektywie Gazprom nie mógłby sobie pozwolić na taki konflikt nie posiadając ani odpowiedniej infrastruktury umożliwiającej przesunięcie dostaw z Europy do Azji ani kontrahentów (choć kontrakt chiński został zdaniem rosyjskiej prasy „wynegocjowany już w 98%” i zostanie podpisany niebawem. Czy będzie jednak opłacalny dla pozostających pod presją sankcji i czasu Rosjan?).

Co do Ukrainy będzie ona mogła w przypadku przerwania dostaw rosyjskich liczyć na dostawy rewersowe gazu z Zachodu (1,5 mld m3 rocznie z Polski, do 8 mld m3 ze Słowacji, 1,5- 6 mld m3 z Węgier), być może również na dostawy za pomocą tzw. rewersu wirtualnego(fizycznie gaz dostarczono by nad Dniepr z Rosji, ale byłby on nabyty np. przez państwo unijne, które przekazałoby go Ukraińcom). Na zakończenie warto wspomnieć, że w chwili obecnej w ukraińskich podziemnych magazynach gazu znajduje się około 7 mld m3 surowca a w zimie powinny one być zapełnione na poziomie 15-20 mld m3 błękitnego paliwa (druga z wymienionych wartości byłaby optymalna).

Fot. Gazprom.ru

Unia Energetyczna: Orban wybierze Tuska czy Putina?

Premierzy Polski i Węgier będą dziś w Warszawie rozmawiać o aktualnej sytuacji na Ukrainie oraz kwestiach energetycznych. Dla Wiktora Orbana to pierwsza podróż zagraniczna po uzyskanej reelekcji. To miły gest, ale czy przełoży się on na poważne poparcie Budapesztu dla polskiej polityki zagranicznej?

Jednym ze strategicznych tematów jakie zostaną poruszone przez obu polityków będą rewersowe dostawy gazu na Ukrainę z terytorium Węgier. Wbrew pozorom dla Budapesztu jest to kwestia dość drażliwa, od dłuższego czasu prowadzi on bowiem w sferze gospodarczej tzw. politykę „zwrotu na Wschód”. W zamyśle miała ona stanowić dla państwa nad Balatonem alternatywę handlową wobec pogrążającej się w dekoniunkturze UE. Jej dotychczasowy efekt ma jednak wymiar przede wszystkim energetyczny i sprowadza się do ścisłej kooperacji z Rosją (South Stream, siłownia jądrowa w Paks).

Jak zatem powyższe uwarunkowania wpłyną na rozmowy Tuska i Orbana w Warszawie? Aby odpowiedzieć na to pytanie warto przyjrzeć się doniesieniom lokalnych mediów. Informują one, żeznad Balatonu popłynął już pierwszy gaz nad Dniepr- 4 maja miało to być 22,4 mln m3 surowca. Zdaniem węgierskich komentatorów może to oznaczać, że rozpoczęto testowanie rewersu. Zgodnie z oświadczeniem Ediny Lakatosy, rzeczniczki węgierskiego operatora Foldgazszallitas mógłby on w skali rocznej sięgnąć 6 mld m3. Jak już wspominałem spowodowałoby to zapewne poważne reperkusje ze strony rosyjskiej. Dlatego bardziej prawdopodobny jest przesył mniejszego wolumenu tak by Budapeszt mógł zademonstrować solidarność z Ukrainą (czytaj partnerami z UE) i jednocześnie zachować dobre relacje z Kremlem. Taki mechanizm zadziałał np. w przypadku Słowacji toczącej rozmowy na temat dostaw rewersowych na Ukrainę równolegle do negocjacji ze stroną rosyjską dotyczących dostaw i tranzytu ropy naftowej. Nie jest tajemnicą, że Bratysława mogła się zgodzić na większy przesył gazu nad Dniepr, odbyłoby się to jednak kosztem jej relacji z Gazpromem.

Rząd w Budapeszcie podjął także w ostatnich dniach ciekawą w kontekście ukraińskim decyzję o podniesieniu o połowę swoich rezerw gazowych. Obecnie wynoszą one 615 mln m3, 1 lipca mają osiągnąć poziom 915 mln m3. Jak informuje minister rozwoju narodowego László Németh oznacza to konieczność zakupu 300 mln m3 gazu w ciągu dwóch miesięcy. Lokalni ekspercizwracają jednak uwagę, na to że decyzja o powiększeniu zapasów nie jest spowodowana wyłącznie sytuacją międzynarodową, ale ma także wydźwięk wewnętrzny. Po pierwsze już w ubiegłym roku gabinet Orbana był krytykowany za naruszanie rezerw strategicznych błękitnego paliwa w celu „przedwyborczego zbijania cen tego surowca”, co jak widać odbiło się kosztem bezpieczeństwa energetycznego Węgier. Przy okazji wydarzeń na Ukrainie rząd w Budapeszcie został zmuszony do podjęcia stosownych działań ze względów wizerunkowych a nie tylko z powodu ewentualnego zabezpieczenia się przed rosyjskim odwetem za pomoc udzieloną władzom w Kijowie. Po drugie, zakupienie wspomnianych 300 mln m3 gazu jest konieczne do utrzymania odpowiedniego ciśnienia w magazynie gazu w Hajduszoboszlo, który posiada zdolności magazynowe na poziomie 1,9 mld m3 (a więc to również sprawa natury technicznej).

Myślę, że powyższe rozważania w niezwykle ciekawy sposób korespondują z rozmowami jakie premier Donald Tusk przeprowadzi dziś w Warszawie z Wiktorem Orbanem. Na poziomie medialnym strona polska uzyska zapewne wsparcie ze strony lidera Fideszu podobnie jak miało to miejsce w przypadku „w zasadzie przychylnej” (aczkolwiek pozostającej pod wpływem swojego współkoalicjanta i niemieckiego biznesu) Angeli Merkel czy unijnego komisarza ds. energii Gunthera Oettingera, dla którego różnice pomiędzy postulowaną Unią Energetyczną a Europejską Wspólnotą Energetyczną były średnio dostrzegalne. Rzeczywiste ustalenia z Budapesztem mogą jednak nie być aż tak optymistyczne…

image001-2

Putin proponuje UE gazowy układ ponad głową Ukrainy

Władimir Putin napisał do przywódców UE list, w którym odnosi się do długów gazowych Ukrainy i sugeruje możliwość wystąpienia problemów w przesyle rosyjskiego surowca przez terytorium tego kraju. Takie działanie wpisuje się w tradycyjną narrację Kremla, która od wielu lat stara się przedstawiać Kijów w roli niesolidnego partnera podkradającego surowiec dostarczany Europie.

Rosyjski prezydent w specjalnej korespondencji do europejskich przywódców poinformował, że Gazprom nie ma zamiaru zakręcać Ukrainie kurka z gazem. To skądinąd informacja nie tylko pożyteczna z propagandowego punktu widzenia (zrzucająca odpowiedzialność za problemy jakie dotkną dostawy błękitnego paliwa na Zachód na stronę ukraińską), ale także racjonalna. W podziemnych magazynach gazu nad Dnieprem znajduje się obecnie 6,5- 7 mld m3 surowca i wszczynanie w tym momencie wojny gazowej byłoby nielogiczne. Lepiej poczekać z tym do zimy (większe zużycie gazu), ponieważ dla zapewnienia harmonijnych dostaw błękitnego paliwa do UE, rezerwy ukraińskie będą musiały wtedy osiągnąć poziom przynajmniej 20 mld m3. Zdając sobie z tego sprawę Putin stawia sprawę jasno: Gazprom będzie dostarczać gaz nad Dniepr w systemie przedpłat: „ile zapłacicie, tyle dostaniecie”. Korespondencja rosyjskiego prezydenta ma jednak na celu nie tylko doraźne złagodzenie odbioru wojny gazowej na Zachodzie, ale także wzmocnienie rosyjskich projektów energetycznych omijających państwo nad Dnieprem.

List Putina daje do zrozumienia unijnym przywódcom, że klucz do stabilnych dostaw rosyjskiego gazu do Europy leży w ich rękach. Polityk niemal palcem wytyka im nieroztropność związaną z zawieszeniem rozmów na temat przekazania Gazpromowi 100% przepustowości Gazociągu OPAL (odnoga Gazociągu Północnego). Pozytywna dla Moskwy decyzja w tej sprawie pozwoliłaby jej przekierować większość tranzytu błękitnego paliwa na Zachód z terytorium Ukrainy nad Morze Bałtyckie a docelowo zwiększyć ilość nitek Nord Streamu i zrezygnować nie tylko z infrastruktury ukraińskiej, ale również przebiegającego przez Polskę Gazociągu Jamalskiego. Na takie plany wskazuje sukcesywna rozbudowa przez Gazprom sieci podziemnych magazynów gazu w Niemczech (np. przejęcie wraz ze spółką Wingas największego obiektu tego typu w Europie znajdującego się w Reden). Do 2016 r. Rosjanie będą mogli magazynować w Niemczech 8 mld m3 gazu, tym samym na naszych oczach powoli rodzi się alternatywa dla ukraińskiego hubu gazowego (35 mld m3).

List Putina dotyczy pośrednio także South Streamu, którego odcinek -jak przyznają to już otwarcie rosyjskie władze- ma przebiegać przez anektowany Krym. Niebawem nowe rozdanie w Komisji Europejskiej, a Kreml przygotowuje się na ten moment ze zdwojoną siłą wykorzystując swoje wpływy m.in. w Bułgarii. Wspomniane działania pozwoliły uchwalić w tym kraju ustawę energetyczną wprowadzającą stan prawny, w ramach którego South Stream jest konektorem, a nie gazociągiem, co skutkuje jego wyłączeniem spod reżimu trzeciego pakietu energetycznego UE. Konieczność odstępstwa od prawa energetycznego Wspólnoty dla Gazociągu Południowego europejskim liderom wskazuje także korespondencja rosyjskiego prezydenta podkreślająca problemy dotykające ukraińską gospodarkę, a także nierzetelność jaką w kontekście tranzytu gazu cechował się ten kraj przez ostatnie lata.

Główna teza listu Putina to zatem konieczność uprzywilejowania rosyjskich gazociągów obejmujących Europę od północy i południa a przede wszystkim omijających centralną część kontynentu. Tylko uwolnienie wspomnianej infrastruktury spod reżimu unijnego prawa zagwarantuje UE tanie i stabilne dostawy gazu. W przeciwnym wypadku Rosja skieruje swój eksport do Azji- sugeruje rosyjski prezydent przywódcom starego kontynentu (to także najbardziej opłacalny rynek dla amerykańskich łupków).

Straszak azjatycki jest z punktu widzenia rosyjskiej polityki komplementarny z ukraińskim- oba służą dyscyplinowaniu Europy. To właśnie dlatego w ostatnich dniach możemy zaobserwować w mediach wysyp informacji na temat finalizacji przez Gazprom rekordowego kontraktu gazowego z Chinami. Negocjacje w tej sprawie trwają jednak od wielu lat, a końcowe porozumienie odkładano już wielokrotnie (ostatni raz na początku roku). Nawet jeśli zostanie ono osiągnięte (nadal problemem pozostaje cena) to na otwarcie rynku chińskiego Rosjanie będą musieli jeszcze poczekać. Rozbudowa Gazociągu Siła Syberii o przepustowości 38 mld m3 zakończy się dopiero w 2018 roku. W porównaniu z wolumenem trafiającym na rynek UE to i tak niewiele.

Fot. gazprom.ru